No i znów wracamy do normy ... chociaż w sumie to jest jeszcze gorzej. Ron mnie unika. Gdy tylko mnie widzi idzie w przeciwną stronę. Zachowuje się tak od naszej ostatniej rozmowy. Powiedziałem wtedy coś złego? Raczej tak, wnioskując po jego zachowaniu. Ehh a ja tylko chciałem pomóc. Nie wyszło. Tylko jak to naprawić? Wtedy, moim zdaniem nie, powiedziałem niczego co spowodowałoby kłótnie. Więc totalnie nie mam pojęcia o co chodzi Ronowi. Wszystko to przez jakąś dziewczyne, o której nic nie wiem ... chyba. Co mogłoby poprawić humor Ronowi? ... Wiem! Gdyby umówiłby się z nią. Tylko nie wiem kto to jest. Ani nawet jak się dowiem, to czy zechciałaby się umówić z Ronem. I ... pewnie Ron bałby się ją zaprosić na randkę, skoro nawet mi nie chciał powiedzieć. Więc, zostaje odnaleźć wielką miłość Rona i zachęcić ją do interesowania się nim, lub nakłonić do pójścia na randke. Mam nadzieję, że jest miła i wyrozumiałą osobą. Nie jestem pewny jak Ron zacząłby się przy niej zachowywać. No więc ... postanowione! Dowiadujemy się w kim Ron się zakochał i umawiamy ich! A teraz jak sowiedzieć się kim ona jest. Może zacznę śledzić Rona. Możliwe, że będzie na nią patrzył (więcej niż na innych). No dobra ... to czas wcielić plan w życie. Zobaczmy która godzina... prawie dziewiąta! No cóż dzisiaj przyeżyję bez śniadania. Szybko się ubrałem i po chwili już biegłem korzytarzem do sali lekcyjnej. Uff zdążyłem na ostatni moment. Po chwili zorpoczęły się zajęcia. Przez chwilę błądziłem wzrokiem po sali, aż wreszcie znalazłem Rona dwie ławki za mną. W tej sali siedzi tam? Nie zawsze siedział ze mną. Ale teraz nie chcę. Lecz uczynię, że znów będzie szczęśliwy! Przy okazji to siedział sam. Wpatrywał się w tablicę. Czyli albo nie ma jej tu, albo chcę coś wynieść z zajęć, albo ... teraz jego wzrok był utkwiony we mnie, albo wie, że czekam na podpowiedź kim jest jego wybranka. Rezygnując z obserwacji (chwilowo), z powod złego widoku (widzi kiedy się odwracam), odwróciłem się skupiając się na lekcji. Cały czas czułem na sobie wzrok Rona. Czemu się na mnie gapi? Domuślał się co robię? Raczej nie... Myśłem, że po chwili przestanie, lecz robił to do końca lekcji. Koniec. Ron szybko wyszedł z sali, a ja pobiegłem za nim. Starałem się iść tak, by mnie nie zauważył. Niestety, gdy wchodziłem po schodach, ktoś mnie popchnął i zleciałem na dół. Prawa noga wykrzywiła się pod dziwnym kątem, a ja nie mogłem powstrzymać krzyku z bólu. Ron odwrócił się i zobaczył mnie. Już myślałem, że znowu ucieknie, lecz on podbiegł do mnie. Był zmartwiony. Delikatnie mnie podniósł i zaniósł do skrzydła szpitalnego. Normalnie sprzeciwiłbym się byciu noszonym, lecz teraz ból był zbyt uporczywy, by myśleć o czym kolwiek innym. Gdy znaleźliśmy sie na miejscu, poszło szybko. Pani Pomfrey użyła jakiegoś zaklęcia i ból ustąpił oraz mogłem chodzić.
-Już lepiej?-zapytał Ron patrząc na moją nogę.
-Tak, tak, już wszystko dobrze. Dzięki-powiedziałem uśmiechając się lekko.
-Za co?-zapytal zdziwiony.
-Przyniosłeś mnie tu. Nie wiem ile czasu zajęłoby mi dotarcie na drugi koniec szkoły- odpowiedziłem spoglądając na niego.
-Nie ma zaco. Nie zostawiłbym przyjaciela samego- odpowiedział patrząc w podłogę i nabierając lekkich rumieńców.-Przepraszam.
-Przepraszasz? Za co?-zapytałem.
-Za to, że tak głupio zachowałem sie podczas naszej ostatniej rozmowy-powiedział robiąc sie coraz bardziej czerwony.-Wybaczysz mi? Nie chcę się z tobą kłucić?
-Oczywiście!- krzyknąłem bardzo szczęśliwy, podchodząc do niego i przytulając się. Odzyskałem przyjaciela! Tak się cieszę! Spojrzałem na niego i zobaczyłem, że jest bordowy na twarzy. Szybko go puściłem, myśląc, że chyba trochę go zacząłem podduszać.
-Chyba musimy wracać na lekcje?-powiedział wciąż czerwony, lekko się uśmiechając.
-Tak. Cieszysz się? Na lekcje?-zapytałem żartując.
-Cieszę się, że mi wybaczyłeś i, że mam takiego przyjaciela jak ty-powiedział uśmiechając się i patrząc tak jakby miękko na mnie?. Nie umiem dokładnie powiedzieć jaki to rodzaj, ale mogę być pewny,że miły i przyjemny. Po chwili wpatrywania się na siebie, drzwi za nami się otworzyły. Pani Poppy spojrzała na mas zaskoczona.
-Czemu nie jesteście na lekcjach?
- Już idziemy- odpowiedziałem szybko i pociągnąłem Rona w stronę sali gdzie odbywały się nasze zajęcia. Wytłumaczyliśmy się, że byliśmy w skrzydle szpitalnym i jakimś cudem uszło nam to na sucho. Nie dostaliśmy żadnej kary. Pierwsza dobra rzecz, która wydarzyła się na tej lekcji. A teraz druga. Ron usiadł ze mną. Naprawdę mi wybaczył! Przez ostatni tydzień unikał mnie, a teraz jest po staremu. No niezupełnie. Cały czas jest czerwony. O co? Niewiem ... chociaż domyślam się, że może jego miłość siedzi gdzieś w tej sali. Już chciałem się go o to zapytać, lecz w ostatniej chwili udało mi się siebie opanować. Chyba powienienem trochę poczekać. Tak będzie lepiej. W końcu poprzednia sprzeczka była o to, więc może na razie nie będę poruszać tego tematu.
Część dalsza w następnej notce
Zapraszam do komentowania i dziękuję za czytanie! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz