wtorek, 29 grudnia 2015

HarryxRon część 3 opowoadanie nr 1

-Ron-powiedziałem patrząc na niego i wyciągając w jego stronę ręke, by położyć ją na jego ramieniu. Nie udało mi się jednak tego zrobić. Gdy tylko moja ręka znalazła się pare centymetrów od ramienia Rona, on pośpiesznie cofnął się i potykając się o dywan, przez co po chwili wylądował na podłodze. Jego zachowanie było naprawdę niezrozumiałe dla mnie. Co on wyprawia? Próbuje uciec? Rozmowa ze mną nie będzie boleć! A on ... zachowuje się jakbym był niewiadomo czym. Jakby się mnie bał... Czyli muszę udowodnić mu, że jestem "dobry"? Nie on przecież o tym wie. To co robię ma mu pomóc! Spojrzałem na niego i zobaczyłem, że nadal siedzi na podłodze i wlepia we mnie swoje przestraszone(?) oczy. By go "oswoić" również ukucnąłem, będąc z nim na tym samym poziomie. Patrzy na mnie, oczekując co zrobię. Znów, tym razem na czwora zbliżam się do niego, a on szybko odsuwa się odemnie, zatrzymując się tuż przy ścianie. Chce się bardziej odsunąć, lecz ścian oraz łóżko po lewej stronie i szafa z ubraniami po prawej, i ja naprzeciw skutecznie mu to uniemożliwiają. Wygląda trochę jak przerażone zwierze w klatce. Przysunąłem się do niego jeszcze bliżej tak, że nasze twarze dzieliła odległość około połowy metra.
-Ron ... czemu ty się tak dziwnie zachowujesz?!- trochę podniosłem głos, ale po prostu nie wytrzymałem. Chcę wiedzieć co się dzieje ogólnie i co on zrobił przed chwilą. Noż ma mi wytłumaczyć czemu się mnie boi!
-H-h-harry-mówi cienkim(jak na niego) i drżącym głosem.
-No co? Boisz się mnie?! O co chodzi?!
-N-nie b-boję...
- To czemu odemnie uciekasz?
-B-boja n-niewiem ...
-Jak to niewiesz? Musi być jakiś powód?
- Nno bo się d-dziwnie zachowujesz H-harry
-Ja? Co takiego zrobiłem?
-N-no zamknąłeś d-drzwi na klucz, teraz zap-pędzasz mnie w kozi róg... co ty chcesz mi zrobić?!- pyta przerażony i czerwony na całej twarzy.
-Chcę tylko z tobą porozmawiać!
-A-a musimy w takich "warunkach"?
-Oczywiście, że nie! To ty przedemną uciekałeś i przez to znaleźliśmy się w takiej pozycji.
-A otworzysz drzwi?
-No dobra-powiedziałem podczodząc do nich i je otwierając(były nadal zamknięte, ale nie na klucz).-Tak czy otworzyć je na oścież, żebyś się nie bał?- zapytałem rozbawiony.
-Tak może być-powiedział siadając na kanapie. Podeszłem i usiadłem obok niego-tym razlem nie uciekał.
-Noo, a więc o czym chciałeś pomówić-zapytał.
-Ron, pamiętasz co mówiłem ci miesiąc temu, o Ginny, pamiętasz moje zachowanie przed tym jak ci o tym nie powiedziałem?
-T-tak- powiedział smutniejąc i znów robiąc się trochę czerwonym. Wie do czego zmierzam.
-A teraz ty się zachowujesz podobnie. Właściwie to prawie identycznie jak ja wtedy. Wiesz co mi pomogło? To że się tobie zeierzyłem. Będzie ci lżej jak również powiesz mi o swoich problemach-mówiąc to patrzyłem jak reaguje.
-T-to nie jest takie proste...-powiedział czerwieniejąc się i patrząc w bok.
- Ale będzie ci naprawdę łatwiej!
-Nie zrozumiesz ...
-Zrozumiem! No powiedz która dziewczyna ci się tak podoba! Czemu się tak wstydzisz?!
-Dziewczyna?! Tak myślałem nigdy mnie nie zrozumiesz!-powiedział a w jego oczach zaczęly pojawiać się łzy.
-Nie dziewczyna? Zakochałeś się w duchu? W Jęczącej Marcie?
-Nie! Nie jestem nienormalny ... właściwie to jestem ...-powiedział a z jego oczu zaczęły płynąć łzy.
-Ron proszę powiedz mi, jestem twoim przyjacielem ...
-Jak ci powiem to odejdziesz! Nie mógłbyś na mnie patrzeć. Nienawidziłbyś mnie bardziej o Malfoy'a!
-Co? Oczywiście, że nie! Co ty wygadujesz?! Ron... ufamy sobie
- Tak dlatego ci nic nie powiem! Zostałbym sam...-teraz już miał całą twarz pokrytą łzami.
-Ron, czy myślisz, że naprawdę to w kim się podkochujesz ma takie znaczenie do relacji między nami?!
-Zaskoczę cię, że ma!-krzyknął i szybko podniósł się z kanapy, i wybiegł trzaskając drzwiami. Nic nie rozumiem. To co Ron powiedział nie ma dla mnie żadnego sensu. Chociaż przynajmniej mam pewność, że przyczyną jego zachowania są problemy miłosne. Tylko w kim on się zakochał? Ma znaczenie na relacje pomiędzy nami ... może w Hermionie? Tylko o co chodziło z tym zaskoczeniem i żalem, gdy zapytałem w jakiej dziewczynie się zakochał. Pewnie był zły, że mówię o "jakiejś", a dla niego jest ona wyjątkowa. I jeszcze to nie zrozumiesz mnie ... niby czemu? To, że zakochał się (chyba) w Hermionie nie jest dla mnie niezrozumiałe. Jest ona przecież mądra, ambitna, ładna, miła, więc czemu miałbym go nie zrozumieć? Niewiem. Może powie mi następnym razem. Nie spocznę póki nie odkryję prawdy!

Ciąg dalszy w następnej notce

A teraz, czas na moje proźby. Proszę komentujcie. Pragnę poznać wasze opinie. To, że nie będzie pochwał za bloga -rozumiem. Ale  na moim nie ma nawet hejterów ... XD. A nawet ich pragnę XD. A tak na serio to po prostu powiedzcie co sądzicie o moim blogu. Na razie jest początkujący, to również pierwszy raz blog jaki piszę. Nawet jeśli nie skomentujecie, to dziękuję za czytanie. Do zobaczenia(?)!

poniedziałek, 28 grudnia 2015

HarryxRon część 2 opowiadanie nr 1

Od czasu pewnego czasu Ron zachowywał się dziwnie. Nie wiem od kiedy dokładnie. Z pewnością ponad miesiąc. Co się z nim działo? Pytałem wiele razy a on mnie unikał. Ciągle gdzieś znikał. Jakiś tydzień temu obidziłem się w nocy i spostrzegłem, że Rona nie ma w łóżku. Czekałem, aż wróci, ale się nie doczekałem - zasnąłem. Od tego czasu, udało mi się    doświadczyć jeszcze paru takich sytuacji, a dokładniej, gdy budziłem się niezależnie o której w nocy, nigdy nie zastawałem przyjaciela w łóżku. Na lekcjach był nieobecny, na przerwach zawsze musiał coś załatwić i to coś zawsze zajmowało mu cały czas pozostały do lekcji. Z kolei po lekcjach, odrabiał prace domowe i się uczył, przez co nie mógł znaleźć nawet chwili by ze mną porozmawiać. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że mimo tylu czasu poświęconego nauce, miał słabsze oceny niż wczeniej. Może poniewaź się nie wysypiał ... ale czemu właściwie nie spał. Bo chyba nie spał, nie? Nie było go w sypialni, a raczej nie chodził do jogoś innego spać? To nie miałoby sensu. Chciałem dowiedzieć się o co chodzi! Niestety nikt nie udzielił mi żadnych informacji, a sam Ron zadawał się nie widzieć żadnego problemu. Wypytywałem się go często, lecz on pozostawał nieugięty. Niestety. Przejmowałem się nim. Bardzo. Wczoraj nie zasnąłem i obserwowałem (z ukrycia) Rona. Nie robił nic nadzwyczajnego. Najpierw przez całkiem długi czas pisał coś w grubym zeszycie, a potem wyszedł na korytarz i właściwie to prawie całą noc spędził chodząc po korytarzach i jeszcze wczesnym rankiem wpisując coś do zaeszytu. Było trochę po 4, gdy  położył się do łóżka i zasnął. Ja pozostałem jednak obudzony chcąc upewnić się czy teraz, napewno już nic nie zrobi. I nie zrobił. Jakieś dwie godziny później obudził się, by wykonać zwykłe porane czynności, umycie się, ubranie, spakowanie książek itp.. Wreszcie odkryłem co mój przyjaciel robi po nocach. Robi dosłownie nic. Na początku myślam, że ma dziewczynę i spotyka się z nia w nocy, rozmarzą o niej na lekcjach i uczy się by jej zaiponować, ale .... tak nie jest. A właśnie! Dziewczyna! Przecież miałem w planach, chociaż spróbować umówić się z Ginny. Właściwie to ... Ron chyba zaczął się tak niepokojąco zachowywać odkąd powiedziałem mu o tym, że podoba mi się. Miało to jakiś związek z zmianą zachowania Rona? Nie mogę być pewny, ale wydaję mi się, że może to być ze sobą powiązane. Szkoda, że niemógłby mi wyjaśnić co spowodowało jego obecne zachowanie. Chociaż może warto spróbować jeszcze raz? Teraz wpadłem na to, że mogę mu zarzócić, iż ja zaufałem mu w sprawie problemów miłosnych i porównać to, że jeśli on przyżywa coś podobnego to powinien mi powiedzieć. Tak właściwie, to dopiero teraz uświadomiłem sobie, że jego zachowanie jest podobne do mojego sprzed miesiąca. Musi mi się zwierzyć! To pomaga. Ja odkąd mu powiedziałem o Ginny czuję się o wiele lepiej. Wszystko wróciło do normy. Sypiam w nocy i nauka nie przynosi mi problemów. No może to drugie nie do końca...  Okey to postanowione. Dzisiaj jak tylko zostanę z Ronem sam na sam w "bezpiecznym" miejscu porozmawiam z nim o noooo o tym "czymś". Okazja na to przytrafiła się dopiero wieczorem, gdy mięliśmy kłaść się spać. Zamknąłem pomieszczenie, w którym się znajdowaliśmy, na klucz - by na nie przeszkadzano. Gdy usłyszał przekręcanie kluczy, spojrzał w moją stronę pytające pytanie, a jego policzki zrobiły się lekko różowe. To trochę mnie zbiło z tropu, ale po chwili pomyślałem, że domyśla się co mam zamiar zaraz powiedzieć.
-Cz-czemu zamknąłeś drzwi?-zapytał lekko się jąkając.
Po tym byłem pewny, że wie do czego zmierzam.
-O-otwórz je!-powiedział podniesionym głosem.
-Nie, dobrze wiesz do czego zmierzam i nie uciekniesz mi tym razem-powiedziałem zbliżając się do niego.
-O-o-otwórz!-krzyknął.
Nie zareagowałem na jego słowa. Ucieka od tej rozmowy-rozumiem, ale ona jest niezbędna. Nie zniosę dłuższego patrzenia jak Ron męczy się z powodu jakiejś dziewczyny. Spojrzałem w jego stronę i podeszłem bliżej, a on cofał się, by pozostać jak najdalej odemnie. Teraz go nie rozumiem. On się mnie boi? Przecież rozmowa ze mną nie jest taka straszna!
-Ron-powiedziałem patrząc na niego i wyciągając w jego stronę ręke, by położyć ją na jego ramieniu.

Ciąg dalsza w następnej notce

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Jak do tego doszło... (Kasuka x Shizou)

Pairing: Kasuka x Shizou
Anime : Durarara
Rozdział :1
Była sobota. Nie musiałem dzisiaj iść do pracy, więc dosyć długo sobie spałem. Było koło dwunastej, gdy udało mi się wygramolić z łóżka. Ubrałem się, zjadłem śniadanie i usiadłem przy stoliku, zastanawiając się czy kasuka ma dziś wolne. Już długo się z nim nie widziałem i bardzo mi tego brakowało. Zresztą ostatnio, wkurzałem się jeszcze częściej i mocniej niż kiedyś, więc spotkanie z bratem na pewno mi pomoże. Zawsze pomagało. Wyjąłem telefon i zadzwoniłem. Potem jeszcze raz ... i jeszcze raz. Nie odbierał. Zgaduję, że jest w pracy. Ahhhh współczuje mu. W sobotę harować ... Z braku zajęcia postanowiłem się przejść. Może przy odrobinie szczęścia nie wpadnę na Izayę i będę miał miły spacerek, jak i resztę dnia. Po wyjściu z domu udałem się do parku. Tam zawsze było spokojnie. Niestety nie dany był mi spokojny dzień. Już po chwili się zdenerwowałem, chociaż można powiedzieć, że bardziej przestraszyłem. Gdy siedziałem na ławeczce usłyszałem rozmowę, jakiś nastoletnich dziewczyn.
-To straszne! Mam nadzieję, że nic mu nie będzie!
- Tak bardzo lubiłam Kasuke, świetnie grał w filmach.
- Myślisz, że wyjdzie z tego cało?
- Niewiem, mam nadzieję. Nadal nie mogę się zrozumieć, jak ktoś mógł ktoś chcieć go zabić!
- Najgorsze jest to, że prawie mu się udało ...
Byłem przerażony. Nie miałem jednak zamiaru się załamywać. Muszę przecież jakoś zobaczyć, czy to co one mówiły jest prawdą. Nie bardzo wiedziałem, jak się za to zabrać. Może Celty, wie coś o tym? Już miałem do niej zadzwonić, gdy zobaczyłem na wyświetlaczu numer z szpitala. Odebrałem. Po wymienieniu paru zdań, wiedziałem, że to co mówiły dziewczyny było prawdą. Musiałem przyjechać do szpitala do Kasuki, jako ktoś z rodziny. Szpital nie znajdował się daleko, więc po prostu tam pobiegłem. Po jakiś 10 minutach byłem już na miejscu. Cały zdyszny weszłem do środka. W recepcji dowiedziałem się gdzie znajduje się Kasuka i udałem się w tamtą stronę.
Weszłem do sali i go zobaczyłem. Jego stan był ciężki, lecz nie zagrażający życiu. Był cały w siniakach i miał wiele bandarzy. Aż gotowało się we mnie, by ukarać tych co zrobili to z moim braciszkiem. Jednak nie chciałem zostawiać go samemu. Trudno zrobię to jak się obudzi. Po chwili do sali przyszedł lekarz i poprosił o opuszczenie sali. Kasuka miał mieć operację. Podobno doszło do jakiś obrażeń wewnętrznych. Chciałem sowiedzieć się więcej, lecz lekarz powiedział, że muszą zrobić operację jak najszybciej. Zobaczyłem jeszcze tylko jak Kasuka wjeżdża na blok  operacyjny. Usiadłem przed salą i z niecierpliwością czekałem. Miałem nadzieję, że uratują go. Już dawno tak się czegoś nie bałem. Nigdy nie było takiej sytuacji. Gdy byłem z Kasuką w szpitalu to zazwyczaj, ja leżałem ze złamaną ręką lub inną częścią ciała, lecz nigdy on. Był tam już ponad 3 godziny. Czy cośnposzło nie po myśli lekarzy? Czy są jakieś powikłania? Nie wiedziałem. Jedyne co mogłem teraz to siedzieć tu i czekać. Czekać, aż okarze się, że Kasuka jest w dobrym, leszym stanie. Nie byłem optymistą ale ... akurat teraz wolałem myśleć w ten sposób. Ale 3 godziny to ... mam wątpliwości.... NIE! to normalny czas trwania tego typu zabiegów, napewno. I tak właśnie upłynął mi cały dzień.
Kauka był już tam prawi 6 godzin.
Dochodziła siódma wieczorem, gdy nareszcie drzwi od sali się otworzyły. Patrząc na to, że Kasuka był podpięty do kroplówki, to żył. Odczułem ulgę. Wiedziałem, że jeszcze nie najlepiej z nim, to mało powiedziane, ale już jego stan był stabilny. Lekarz powiedział mi, że jest 'dobrze'. Poszedłem do jego sali i usiadłem przy nim. Ile on musiał przeżyć ...? Na jego twarzy było widać wiele ran. Ktoś musiał go bić, chociaż wątpiłem, by była to tylko jedna osoba. Siedziałem tak z nim jeszcze parę godzin, aż w końcu zasnąłem przy jego łóżku. Na drugi dzień spostrzegłem, że już się obudził. Właściwie to on mnie obudził. Przez chwilę nie wiedziałem co się dzieje i gdzie się znajduje, lecz gdy spokrzałem na brata, od razu wszystko sobie przypomniałem.
-Jak się czujesz?
-Jest dobrze ...
Przysunąłem się do niego bliżej i delikatnie objąłem. Tak się cieszyłem, że jest już przytomny. Dobrze mieć go przy sobie.
- Boli cię coś?
Nie odpowiedział, lecz wiedziałem, że z pewnością nie wszytko jest idealnie. Gdy spojrzałem w kego oczy, tylko utwierdziłem się o tym.
- Przygniatam cię? - zapytałem, bojąc się, że potęguje jego ból. Już się podnosiłem, lecz on zatrzymał mnie. Spojrzałem na niego pytająco, lecz on tylko odwrócił wzrok. Zostaliśmy tak, póki piekęgniarka nie przyniosła śniadania dla Kasuki, przez co byłem zmuszony się wyprostować, inaczej jedzenie śniadania byłoby dla niego nieco kłopotliwe. Patrzyłem jak z trudem przełyka jedzenie. Miał lekko pordrżnięte gardło. Nie na tyle by nie mógł jeść lub mówić, ale wystarczająco by uczucie przełykania było nieprzyjemne i bolesne. I wtedy sobie przypomniałem ... jeszcze nie wiem kto mu to zrobił. Nie byłem pewny czy to odpowiedni moment, by zadać mu to pytanie, jednak zaryzykowałem.
-Kto ci to zrobił?
-Ochroniarze, byli wściekli, że muszą pracować nawet w weekendy i ...
Wytłumaczył mi jak to się stało (mniej więcej). Wiedziałem, że mimo, iż teraz mówił to bez okazywania emocji, wiedziałem, że bardzo dużo przeżywał. Zawsze znałem jego odczucia mimo, iż nigdy ich nie okazywał. Może to jakaś magiczna nić łącząca nas, ponieważ jesteśmy braćmi? Nie wiem. Dla mnie najważniejsze było to, że wiedziałem co czuje. 
Po paru dniach lekarz zezwolił mu na powrót do domu oraz nakazał, by się nie przemęczał i najlepiej przez najbliższy miesiąc nie chodził do pracy, a tak właściwie to nie ruszał się z domu. Gdy wyszliśmy z szpitala, przypomnieliśmy sobie, że nikt nie podjedzie po niego samochodem - ochroniarz, który prowadził auto uczestniczył w pobiciu Kasuki. Brak ochrony oznaczał również kłopoty. Jacyś fani mogli chcieć mu coś zrobić.
-Shizou, odprowadzisz mnie?- zapytał spoglądając na mnie. W jego oczach widać było nadzieję.
-Oczywiście- odpowiedziałem, uśmiechając się łagodnie.
Ruszyliśmy w stronę apartamentu Kasuki.
  

sobota, 5 grudnia 2015

HarryxRon część 1 opowiadanie nr 1

Pairing: Harry x Ron
Książka: Harry Potter

     Harry leżał na łóżku i rozmyślał. Jego myśli krążyły wokół jego najlepszego przyjaciela- Rona Weasley'a. Podobała mu się Ginny, lecz Ron wszystko utrudniał. Harry bał się, jak by on rareagował na to. Zawsze złościł się, gdy widział ją z jakimś chłopakiem, a co by zrobił, gdyby się dowiedział, że jej następnym wybrankiem jest Harry? Pewnie uznałby to za zdradę i już nigdy nie wybaczył. A on tego nie chciał. Bardzo lubił Rona i nigdy nie chciałby się on z nim kłócić. Bałby się, że ich przyjaźń  by się rozpadła. Nie mógł tak ryzykować. I pozostawało jeszcze to, że mógł być odrzucony przez Ginny, czyli właściwie to straciłby wszystko. Czyli najprościej jej tego nie mówić. Po chwili Harry usłyszał rozsuwające się kurtyny od jego łóżka. Po chwili zobaczył Rona, który wskoczył na jego łóżko, przez co całe się zatrzęsło, od nie małej wagi Rona.
-Hej Harry! O czym tak myślisz?
-Ehhh zastanawiam się co Snape postawi za moją pracę domową- wymyślił szybko.
- No nie! Proszę tylko nie zaczynaj mówić o pracy domowej! Hermiona gadała mi o tym cały wieczór, a teraz jeszcze ty?-zapytał z niezadowoleniem.
-Po prostu boję się co mi zrobi jak dostanę kolejną pałe...- odpowiedział Harry.
-Taaa, nie radziłbym ci o tym myśleć przed snem- powiedział.- Jeszcze będziesz miał koszmary!
Uśmiechnąłem się lekko. A więc mi uwierzył? Najwyraźniej tak... jest dobrze. Chociaż w sumie to czemu miałby się domyśleć o czym tak naprawdę myślałem. Okazałem kiedykolwiek w jakikolwiek sposób, że Ginny mi się podoba? Chyba nie.
-Harry?
Odwróciłem się w stronę głosu. Ron siedział tu cały czas. Po chwili otrząsnąłem się z chwilowego szoku i spojrzałem na niego pytająco.
-Wiesz, że ostatnio jesteś cały czas jakiś, taki nieobecny?-powiedział.
-Co? Nie wydaję ci się.
-Ciągle bujasz w obłokach, zwłaszcza na lekcjach.
-Zawsze tak robiłem...
-Nieprawda teraz o wiele częściej- powiedział wpatrując się w moją twarz.
-Naprawdę ci się zdaje- powiedział.
- Nie tylko ja to zauważyłem- powiedział stanowczo Ron.
-Hmm?
-Hermiona, Fred, George, Neville i zapewne wiele innych osób też to zauważyło.
Więc naprawde tak często mu się to zdarzało? Trochę słabo...
-Harry? Czy ... coś się stało? Co się z tobą dzieje?- zapytał z dziwną, aczkolwiek prawdziwą troską.-Martwię się o ciebie.
Co ja mam mu powiedzieć? Skłamać? Przecież prawdziwy powód jest idiotyczny. On się martwi a ja po prostu całymi dniami marzę o jego siostrze. Pięknie co ja teraz zrobię?
-Harry, proszę powiedz mi- powiedział chwytając dłon Harry'ego.
- To nic ważnego- odpowiedziałem szczerze.
- Chcę wiedzieć.
- Ale to naprawdę nic wielkiego-powiedziałem.
-Dużo o tym myślisz, więc to jest coś ważnego.Harry dotrzymam tajemnicy. Naprawdę możesz mi zaufać. Ja ufam tobie a ty mi- powiedział mocniej ściskając moją dłoń.
No i co mi pozostało? Będę musiał mu powiedzieć. Nie mogę mu przecież skałamać. On nigdy mnie nie okłamał. Może nie będzie aż tak zły.
- No, a więc ja no ehh-nie wiedziałem co powiedzieć. Zarumieniłem się xo raczej nie polepszyło sprawy.
-Tak?-zapytał przysuwając się bliżej mnie.
-Bo ja emm no lllubię- powiedziałem zaczinąjąc się i robiąc się jeszcze bardziej czerwonym. Spojrzałem w jego stronę i spostrzegłem, źe on również się rumieni. Tylko dla czego? Przecież to nie on mu się teraz wzierzał z takich rzeczy...
-Ginny-powiedziałem w końcu.
Spojrzałem na niego, mając nadzieję,że nie zobaczę wściekłości. Nie zobaczyłem jej. Na jego twarzy malował się smutek? Zawiedzenie? Nie wiem dokładnie, ale byłem pzrynajmniej szczęśliwy, że nie jest na mnie zły.
-Acha. Niewiedziałem-powiedział pzrenosząc wzrok ze mnie na ścianę obok i puszczając moją dłoń.
-Jesteś na mnie zły?
-Co? Nie tyko po prostu myślałem, że- nagle urwał w połowie zdania.
-Tak?-zapytałem.
-Właściwie to nic- powiedział dalej wpatrując się w ścianę.
Czułem się dosyć niezręcznie. Po chwili jednak spostrzegłem, że Ron lekko się uśmiecha.
-Wiesz, cieszę się, że to nic groźnego- powiedział po chwili.
-Hmm? Oh tak, dzięki-powiedziałem.
Po wymienieniu ze sobą jeszcze paru zdań Ron poszedł się położyć do swojego łóżka obok. Odetchnąłem z ulgą. Nie jest źle ... tylko czemu nie mógł się pozbyć wrażenia, że coś jest nie tak? Ron podczas końcówki ich rozmawy wydawał sie jakby, sztuczny? Nie wiedział kolejnej rzeczy. Nie mógł sobie wyrzucić z głowy obrazu jaki przedstawiał Ron po chwili, gdy powiedziałem mu, że lubię Ginny. Im dłużej się nad tym zastanawiałem, tym bardziej miałem pewność, że był tym zawiedziony i smutny. Tylko czego on oczekiwał? To jak narazie pozostanie dla niego zagadką.

sobota, 31 października 2015

Znikniesz? Yato×Yukine

Anime: Noragami
Paring: Yato×Yukine
-------------------------------------------------------------
Był wieczór, a ja siedziałem samotnie na ławce w parku. Byłem przestraszony i poddenerwowany, lecz nie tym, że niedługo nadejdzie noc. Martwił mnie Yato. Ostatnio ... trochę ... jakby ... przygasł. Kiedyś wieczny optymista. Osoba, bóg marzący o sławie i milionie wiernych a teraz ? Życie z niego wyparowało. Z martwego życie wyparowało?! Hah jakie bzdety zaczyna pleść...? Ale boję się. Boję się o niego. Bóg o którym się zapomina zniknie! A kto pamięta o nim. On zniknie! I to już niedługo! Napewno! A ja nie chcę żeby on znikał! Może nie jest doskonały (pod wieloma względami), ale nie chcę być shinki'm innego boga! Byłbym wtedy jednym z wielu. A ja nie chcę tak. Wolę być z Yato. Lubię fakt że jestem jego jedyną bronią. Zawsze mnie wykorzysta. Po misjach często mnie chwali. ... bardzo lubię widzieć zadowolenie na jego ustach ... i to jescze po części spowodowane przezemnie! Nie chcę żyby odszedł. Nawet nie chodzi o samo bycie jednym z wielu dla innych bogów... po prostu chcę być z Yato. Jest dla mnie jak ... no właśnie jak kto? Tego sam niewiem. Wiem jedynie, że kimś komu mogę ufać, kto mnie wysłucha, pomoże, nauczy, wzorem do naśladowania (momentami), kimś kto mnie nigdy nie porzuci, amiętam gdy mnie uratował. Nie poddał się, tylko starał się pomóc ... i wyszlo mu to. Teraz ja muszę mu jakoś pomóc! Tylko nie wiem jak. Może go poszukam. Może powie mi, że wcale nie zniknie. Że to co usłyczałem było nieprawdą. Że on zostanie ze mną. Że jest bezpieczny. Że nic mu się nie stanie. Wstaję z ławki i biegnę przed siebie. Jak fo znaleźć? Gdzie on zazwyczaj jest? Idę na przód. Może będę miał szczęście. Nie widzę go. Szukam go już ponad godzinę i nic. A może on już zniknął? Może już odszedł? Czuję jak łzy napływają mi do oczu. Próbowałem je powstrzymać, ale myśl, że Yata mógł już odejść mnie przeraża. Płaczę na środku ulicy. Ludzie patrzą na mnie zdziwieni. Nie chcę ich wzroku na sobie. Szybko ocieram łzy. Nie mogę sie poddać. Może jeszcze gdzieś tam jest? Skręcam w boczną uliczkę, jedną, drugą, aż nagle widzę go. Stoi przy supermarkecie i piszę swój numer telefonu. On jeszcze istnieje!
-Yato!- krzyczę biegnąc w jego stronę. -Yukine, co tu robisz?- pyta atrząc na mnie.- Coś się stało?
Nie jestem wstanie mu odpowiedzieć. Patrzę na niego i podziwiam go, majac nadzieję, że to nie ostatni raz. Czuję w sobie tyle emocji. Smutek, radość, zmartwienie, szczęście, strach, strach i jeszcze raz strach. To uczucie wywyższa się z piramidy pozostałych. Mimo iż tu jest, ja nadal boję się tego co może się zdarzyc praktycznie w każdej chwili. Przecież może go tu zaraz nie być.
- Yukine, co sie stało? Cały dzień czuję, że coś jest nie tak? Powiedz, pokłóciłeś sięz Hiyori, czy chodzi o coś innego?- pyta spoglądając na mnie.
- Przepraszam, że przez  mnie znowu ciepisz ...
-Wszysto w porządku. Tylko powiedz co sie stało? - pyta wyraźnie zaniepokojony.
-Bo ... ja ... mam ... pytanie - mówię ciągle jąkając się i zacinając.
-Tak? Pytaj śmiało- odpowiada Yato.
- Yato - wstrzymuję oddech.- Czy to prawda,że jak o bogu sie zapomina to on znika? - pytam ponownie zaczynając czuć łzy na policzkach.-Czy ty znikniesz? Czy ty odejdziesz? Ja tak bardzo nie chcę byś odchodził! Nie chcę! Nie chcę! Nie chcę! ... pragnę byś został i żebyś istniał wiecznie. Wiecznieze mną u twojego boku.
Powiedziałem to. Wszystko. Spoglądam na Yato i widzę, że się zastanawia.
- To prawda. Gdy o bogu się zapomni to on zniknie- mówi.- Ale ja nie zniknę. - Jakto?- pytam z zdziwieniem, ale i nadzieją.
- Powiedziałeś, że chcesz bym z tobą zawsze był, więc o mnie nie zapomniałeś. Wystarczy jedna osoba, której na mnie zależy bym istniał. A ty pamiętasz, więc ...
- Wystarczy, że ja będę cie pamiętał, tylko ja?- pytam z ulgą.
- No. Zresztą nie tylko ty o mnie pamiętasz jest jescze Hiyori, Kofuku...- zaczął wymieniać.
Czyli on nie zniknie. On nie zniknie! Bedziemy zawsze razem! Ja i Yato! Podchodzę do niego bliżej i przytulam go. Jestem tak blisko niego. I to takie przyjemne uczucie. Mieć taką osobę jaj jego. Pierwszy raz w "życiu" go przytuliłem. I ta bliskość mi odpowiada. Ja i Yato. Yato. Yato. Yato. Tylko on się liczy. Nadal płaczę? Na szczeście teraz to są już tylk łzy szczęścia.
- Tak się martwiłeś? To o to chodziło?- pyta Tato po paru minutach, wciąż przytulając Yukine.
- Tak, ale już nie będę ci sprawiał przez to bólu. Wkońcu jesteś tu i póki i o tobie pamiętam, a pamiętac będę zawsze, nie znikniesz -odpowaiadam uśmiechając się.
- Tak, czyli na zawsze, na zawsze razem- wyszeptał Yato.
Czuję jak policzki przybierają  ciemniejszą barwę. Czemu tak zawstydził? No ale ... to nie najważbiejsza rzecz teraz. Najważniejszą rzeczą, a wlaściwie osobą jest teraz, i zawsze będzie Yato. -------------------------------------------------------------
Podobało się? Pierwszy raz piszę fanficic. Przepraszam za wszystkie błedy. Proszę uzasadijcie swoje odpowiedzi. Napiszcie czemu wam się podobało lun czemu nie. Dziękuję za czytanie :)

poniedziałek, 12 października 2015

A więc...? (Hide×Kaneki)

Anime : Tokyo Ghoul
Paring : Hide i Kaneki
Rozdział : 1
Od zawsze byliśmy przyjaciółmi. On, gdy byliśmy mali jako jedyny zagadał do mnie, zaprzyjaźniliśmy się i bardzo lubiliśmy się tak długo... aż stałem się ghoulem. Nie chcę sprowadzić na niego kłopotów, więc powiedzmy, że zniknąłem, lecz nie był to jedyny powód. Gdy byłem  głodny, gdy nas zaatakowano chciałem go bronić, przecież był moim przyjacielem! Lecz gdy spojrzałem na niego nie zobaczyłem już tylko tego wspaniałego człowieka, z którym zawsze się trzymałem. Ujrzałem bardziej... coś w rodzaju pożywienia i do tego takiego pysznego... Wtedy zdałem sobie sprawę, że nie tylko mogę sprowadzić na niego niebezpieczeństwo, lecz jestem jednym z nich. Teraz z mojej winy wszystko upadło. A przysięgałem, że stanę się lepszy, że wszystkich obronię! Nawet nie wiem czy żyjesz i nie chcę się przekonywać. Nie chcę, gdzieś na ulicy ujrzeć twojego martwego, zakrwawionego ciała. A najgorsze, że pewnie widząc cię w takim stanie, nie będę ci współczół. Jetem przekonany, że tylko rozejrzałbym się czy nikogo nie ma i wykorzystałbym okazję spożycia twojego ciała. Najbezpieczniejszą opcją jest zostanie w ruinach budynku. Wszyscy widzeli moją twarz i już mnie poszukują. A ja bez ciebie i Anteiku nie widzę sensu w dalszym życiu. Byłbym tylko samotnym ghulem, który z głodu zabijałby ludzi i niszczył ich rodzinom i przyjaciołom życie. Wiem jak to wszystko boli, doświadczyłem już takich strat. Hide gdybyśmy tylko mogli zamienić się miejscami. Ty miałbyś piękne życie, a ja nie skrzywdziłbym nikogo. Nie myśląc zbyt wiele wychodze z kawiarenki i kieruję się na przód. Morze ktos mnie złapie, zabije i wszystko będzie w porządku? Idę dalej, po chwili zaczynam biec i ... widzę policję. A więc teraz wszystko sie skończy, myślę ze strachem, ale i szczęściem. Już wychodzę im na przeciw, gdy czyjaś dłoń mnie zatrzymuje.
-Kkaneki?- pyta przerażony człowiek wciąż powstrzymujac mnie od pójścia dalej. Odwracam się i widzę go. To on. On żyje. On naprawdę żyje! I powstrzymuje mnie? Przecież zna już moją prawdziwą naturę?! Przecież wie, że jestem ghoulem. Spoglądam na niego i spostrzegam tylko jego wielki oczy wpatrzone we mnie.
-To ty-mówi ciągnąc mnie w swoją stronę.
-Co ty robisz Hide? Przecież wiem kim jestem, prawda?-pytam niepewnie.
-Tak ... moim najlepszym przyjacielem- odpowiada dalej usiłując mnie przyciągnąć do siebie.
-Ale jak? Wiesz kim jestem! Nie jestem człowiekiem! Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile złego zrobiłem! Naprawdę! Chyba jednak nie wiesz kim, czym jestem!- krzyczę.
- Jesteś moim przyjacielem, któremu chyba odbija i ma samobójcze myśli. Nie siłuj się ze mną tylko chodź!- krzyczy Hide.
- Nie rozumiesz nie zasługuje. Powinnem dostać za swoje. Ja zabi-zaczynam wymieniać.
- Moża ja o tym zdecyduje? Później powiesz mi ile ty złego zrobiłeś, a teraz rusz się wreszcie!- przerywa mi.
- Ja naprawdęnie zasługuje i powinienem zginąć- mówie czując łzy.
- Ginąc nic mądrego nie zrobisz. Jak tak bardzo chcesz pokitować czy toś w tym stylu, to chodź ze mną. Pomożesz mi i ...- za zaczął szybko mówić Hide.
-Coś ci się stało? Potrzebujesz pomocy?-zapytałem przestraszony.
- ... powiedzmy, że tak. A teraz chodź- powiedział.
Tym razem już mu się nie sprzeciwiałem. Jeśli ma jakiś problem to koniecznie muszę mu pomóc! Mam tylko nadzieję, że nie zrobie mu krzywdy. Przecież ... niedawno jadłem. I chyba wszystko jest dobrze. Nadal widzę go takiego jak zawsze. Ciagle widzę w nim przyjaciela. Jest dobrze. Na razie jest dobrze. Nagle zatrzymujemy się przed jego samochodem. Spoglądam na niego i widzę jak wsiada do niego. Po chwili przywołuje mnie ręką. Posłuchałem go i po chwili już siedziałem koło niego. Nacisnął na gas i jechaliśmy. Nie wiedziałem, że potrafi jeździć samochodem. Tak długo się nie widzieliśmy ...
- Kiedy zrobiłeś prawo jazdy?-pytam.
-Nie zrobiłem- odpowiada uśmiechając się porozumiewawczo.
-Oh więc ... dobrze ci idzie-mówię spoglądając na niego.
-Dzięki-znów się uśmiecha.
Ile on ma w sobie pozytywnej energii... Wszytsko się sypie a on potrafi się uśmiechać. I do tego szczerze. Ciekawe co mu się stało, że potrzebuje mojej pomocy. Ciekawe...
-Gdzie jedziemy?-pytam patrząc na drogę przed nami.
- O, eh, no tak trochę niewiem- odpowiedział Hide.-Zanczy się jedziemy jak najdalej od Tokio i Gołębi.
Nie wie gdzie jedzie? Właciwie to nie ma większego znaczenia. Patrzę prez okno. Jedziemy przez pola. Przynajmniej tu jest ładnie. Pięknie. Nic nie jest zniszczone. Patrzę w drugą stronę i widzę Hide'a. ... on też jest piękny. Nawet piękniejszy niż te polany, które mijamy. Jest taki skupiony. Mimo ciemności wszystko widzę dobrze. Dokładnie widzę wszystkie jego rysy twarzy i skaleczenia. Co mu się stało? Muszę się go o to zapytać. Nawet z tymi rankami wygląda uroczo i pięknie... stop. Czy ja właśnie się nim zachwycam? A co jeśli zaraz go zaatakuje? Nie widzę jeszcze w nim mięsa, ale kiedy indziej mam takie myśli o nim? Niewiem. Może to coś innego ... Naglę samochód się zatrzymuje.
-Kaneki wysiadamy. Jesteśmy już ponad 200 km od Tokio i jest środek nocy. Prześpimy się i rano pojedziemy dalej, ok?- pyta wysiadając ze samochodu.
- Gdzie chcesz spać- pytam również wychodząc.
-Tam jest jakiś hotelik, może jest jeszcze otwarty-mówi szczęśliwy.
Przez parę minut szliśmy, aż wreszcie dotarliśmy do hotelu. Nie wyglądał zbyt pięknie, ale nie mogę narzekać.
-Poczekaj tu- rozkazał Hide.
Stanąłem w poczekalni i zacząłem przypatrywać się rybom w akwarium. Tak zleciało następne 10min.
- Chodź Kaneki! Mamy pokój!-krzyknął wesoły chłopak.
Tylko uśmiechnąłem się do niego i poszedłem za nim. Na drugim piętrze był nasz pokój. Wspólny? W sumie i tak mi to nie przeszkadzało. Spojrzałem na przyjaciela i spostrzegłem jak siłuje się z drzwiami.
- Może ci pomogę?-zapytałem rozbawiony.
-Taa razem pójdzie szybciej!-krzyknął.
Tak więc, jeszcze parę minut siłowaliśmy się z drzwiami, aż w końcu udało się je nam otworzyć. Gdy weszliśmy do pokoju zobaczyłem, że jest już druga nad ranem. Faktycznie późno. Nie dziwię się, że Hide jest zmęczony.
- Eee jest tylko jedno łóżko?- zapyał Hide rozglądając się po naszym małym pokoju.-He trudno.
Hide z całym impetem runął na łóżko.
-Oh jak dobrze!-krzyknął turlając się po łóżku.-Kaneki czemu tak się na mnie gapisz? Właź na pewno też jesteś zmęczony!
Podeszłem niepewnie i usiadłem na łóżku. Jakoś dziwnie się czuję, gdy mam spać razem z Hide'm. Nagle poczułem ramiona, które pociągnęły mnie na łóżko. Teraz już leżałem. A dokładniej to leżałem na moim przyjacielu. Hmm wygodnie mi na nim. Jest taki ciepły i miękki. Jak mi dobrze! Chcę tak zawsze... po chwili gdy dotarło do mnie o czym myślę, moje policzki szybko zmieniły barwę na czerwień. Hide spostrzegając to zaczął się śmiać. Byłem zawstydzony, co poskutkowało tylko tym, iż moje policzki były jeszcze bardziej czerwone. Po chwili Hide położył mnie na łóżku, a sam wstał z łóżka i rozebrał się pozostając w samych bokserkach. Gdy odwrócił się by poskładać ubrania spojrzał na mnie z zdziwieniem. Zauważył, że dokładnie mu się przyglądałem ...

niedziela, 11 października 2015

Próba

Hej, to tylko taka próba, by zobaczyć czy publikują się posty. Już niedługo wstawie pierwsze opowiadanie

piątek, 9 października 2015

Witajcie!

Witajcie, na moim nowym blogu o tematyce yaoi! Będę tu pisać opoowiadania z różnymi paringami o bohaterach z anime, jak i pewnie zdarzy mi się dodać jakieś opowiadanie o historiach zwyczajnych chłopców (i ich podbojach miłocnych :) ). Tak więc mam nadzieję, że spodobają wam się one i poproszę was (jak prawie każdy :D ) o zostawianie komentarzy, które będą mnie motywowały, cieszyły i podpowiedzą mi gdzie robię błedy. Najmocniej przepraszam za błędy ortograficzne (których mam nadzieję nie znajdziecie :D). (A i dla osób niedoinformowanych yaoi to wszystko związane z męsko-męsko miłością :) )