Cały dzień minął spokojnie. Nie kłóciłem się z Ronem, a on zachowywał się w normalnie. No może oprócz tego, że był właściwie cały dzień lekko zaczerwieniony, z niewiadomego mi powodu. Nie pytałaem się jednak nic w związku z tym. Postanowiłem poczekać parę dni. I minął cały dzień. Przed pójście spać rozmawiałem jeszcze z Ron, o różnych bzdetach, lecz byłem szczęśliwy, że naprawdę znów jest tak jak przedtem. Gdy zasypiałem było już grubo po północy. Nie spałem jednak długo. O 3 obudziłem się z powodu potrzeby skorzystania z toalety. Odsłoniłem kurtyny mojego łóżka i zobaczyłem, że kurtyna ron "świeci się". Zasłonił się i zapalił różdżkę. Ciekawe co robi? Może zapalił ją wcześniej i zasnął z zapaloną? Możliwe. Zobacze. Rozsunąłem kurtyny i zobaczyłem, że Ron wcale nie spał. Pisał coś bardzo długiego w jakimś starym zeszycie.
-Co robisz?- zapytałem.
On spostrzegając mnie, automatycznie schował książke.
-Nic! Nieważne ...
Podniosłem brew do góry, chcąc jednak jakiś wyjaśnień. On nie odpowiadał. Tylko wpatrywał się na mnie cały czerwony. Ehh mam go przycisnąć? Nie... dopiero co "odzyskałem" go, więc może jednak odpuszczę... po prostu sam się dowie, nie koniecznie w tej chwili.
-No dobra ... jak chcesz- powiedziałem zrezygnowany.
-A co ty właściwie robisz na nogach o tej porze?- zapytał spoglądając na mnie.
-Ehh ja tylko do toalety- powiedziałem wskazując na drzwi i udając się w ich stronę.
Gdy wróciłem, spostrzegłem, że Ron już nic nie pisze.
-Skończyłeś?-.zapytałem siadając na swoim łóżku i pytajac, zgadując, że Ron nie zdążył zasnąć w tak krótkim czasie.
-Emm na dzisiaj tak-odpowiedział.
Ha zgadłem, że jeszcze nie śpi.
-A co robiłeś?- spróbowałem jeszcze raz.
Odpowiedziała mi głucha cisza. Hmm mogłem się tego spodziewać.
-Dobranoc-powiedziałem rezygnując z kolejnej próby wypetywania przyjaciela.
-Dobranoc-odpowiedział.
Po chwili zasnąłem. Śniły mi się przyróżne rzeczy związane z Ronem. Najpierw różne teorie tego co robił, a potem zapewne jego mażenia, o dziewczynie. Heh dziwne, śnie sobie o tym jak mój przyjaciel całuje się z przypadkowymi dziewczynami. Raczej powinienem śnić sobie tak o sobie, a nie o nim. Chociaż... nie przeszkadzało mi to zbytnio. O ile nie zaczne śnić o ostrzejszych rzeczach z moim przyjacielem i przyjaciółką w roli głównej. Zazwyczaj wyobrażałem go sobie z Hermioną. No nie powiem. Zamiast śnić o sobie i Ginny, pojawiają mi się obrazki Rona i Hermiony. No nie zawsze Hermiony. W niektórych wizjach Ron był z kim innym. Z przemyśleń wyrwał mnie właśnie Ron.
-Hej Harry. Czas wstawać! Jak siedzisz sobie tak jeszcze z pięć minut, to nie zdążymy na śniadanie!-powiedział potrząsając mną.
-Tak już wstaje ... - powiedziałem nieszczęśliwy iż muszę się ruszać z łóżka. Gdy w końcu to zrobiłem, przeraziłem się. Faktycznie było bardzo późno.
-O kurcze- powiedziałem do siebie, spoglądając na zegar.- Ron podasz mi ubranie? Leży na fotelu przy wejściu.
-Ok-odpowiedział pędząc po moje ubranie.
Szybko zdjąłem piżamę i założyłem ciuchy, które przyniósł mi Ron. Po chwili razem wybiegliśmy na lekcje. Usiadliśmy na końcu sali i próbowaliśmy uspokoić oddechy. Trochę się zmęczyliśmy urządzając sobie sprint przez pół Hogwartu. Po niecałej minucie, byłem już opanowany. Nie dyszałem, a kolory mojej twarzy powoli wracały do normy. Spojrzałem na Rona. Jego oddech również się uspokoił, chociaż nadal był czerwony. Hmm czyżby ktoś tu miał jeszcze słabszą kondycje niż ja?
-Co jest Ron? Aż tak się zmęczyłeś naszym biegiem?-zapyatłem rozbawiony.
-Hmm? Nie-odpowiedział patrząc na mnie pytająco.
-Jesteś nadal czerwony-powiedziałem wskazując na jego twarz.
-Tak, jestem zmęczony-powiedział głośniej niż poprzednie zdania.
Jego odpowiedź była dosyć dziwna, ale nie miałem zamiaru się nad nią zastanawiać. Tym razem chciałem wynieść coś z lekcji, i mieć mniej pracy domowej, co wiąże się z większą ilością odpoczynku.
Inna miłość ... yaoi
niedziela, 10 stycznia 2016
Harry x Ron część 5 opowiadanie nr 1
sobota, 2 stycznia 2016
Zamówienia
Hej! W tym poście nie będzie opowiadania. Niżej podam listę wszystkich (prawie) anime jakie oglądałam. Jeśli nędziecie składać jakieś zamówienia to proszę wybierać pairingi tylko z podanych niżej anime. Pairing nie musi byc yaoi. Może być : dziewczyna x dziewczyna, no i chłopak x chłopak. Czyli może być yuri lub yaoi.
(Nie podawałam 1 lub 2 odcinkowych anime) (przepraszam jeśli polyliłam się w jakiejś nazwie)
• Mirai nikki
• Kiss x Sis
• Kuroshitsuji
• Death note
• Shingeki no kyojin (attack on titan)
• tokyo ghoul
• shinsekai yori
• Free
• Durarara
• Ouran Highschool host club
• another
• parasyte the maxim
• sword art online (SAO)
• Owari no seraph
• Highschool dxd
• prison school
• hetalia
• death parade
• noragami
• toradora
• elfen lied
• love stage
• love lab
• arcana famiglia
• diabolic lovers
• corpse party tortured souls
• hellsing
• no game no life
• ao no Exorist
• angel beats
• dance with devils
• akame ga kill
• Highschool of the dead
• vampire knight
• Assasin classroom
• Kuroko no basket
• Karneval
• Uta no princes-sama
• Haikyuu
• One punch man
• Gekkan shoujo nozaki-kun
Taaa... to by było na tyle. Pewnie obejrzałam jeszcze troche ale teraz nie umiem sobie przypomnieć.
Zapraszam do składania zamówień
piątek, 1 stycznia 2016
HarryxRon część 4 opowiadanie nr 1
No i znów wracamy do normy ... chociaż w sumie to jest jeszcze gorzej. Ron mnie unika. Gdy tylko mnie widzi idzie w przeciwną stronę. Zachowuje się tak od naszej ostatniej rozmowy. Powiedziałem wtedy coś złego? Raczej tak, wnioskując po jego zachowaniu. Ehh a ja tylko chciałem pomóc. Nie wyszło. Tylko jak to naprawić? Wtedy, moim zdaniem nie, powiedziałem niczego co spowodowałoby kłótnie. Więc totalnie nie mam pojęcia o co chodzi Ronowi. Wszystko to przez jakąś dziewczyne, o której nic nie wiem ... chyba. Co mogłoby poprawić humor Ronowi? ... Wiem! Gdyby umówiłby się z nią. Tylko nie wiem kto to jest. Ani nawet jak się dowiem, to czy zechciałaby się umówić z Ronem. I ... pewnie Ron bałby się ją zaprosić na randkę, skoro nawet mi nie chciał powiedzieć. Więc, zostaje odnaleźć wielką miłość Rona i zachęcić ją do interesowania się nim, lub nakłonić do pójścia na randke. Mam nadzieję, że jest miła i wyrozumiałą osobą. Nie jestem pewny jak Ron zacząłby się przy niej zachowywać. No więc ... postanowione! Dowiadujemy się w kim Ron się zakochał i umawiamy ich! A teraz jak sowiedzieć się kim ona jest. Może zacznę śledzić Rona. Możliwe, że będzie na nią patrzył (więcej niż na innych). No dobra ... to czas wcielić plan w życie. Zobaczmy która godzina... prawie dziewiąta! No cóż dzisiaj przyeżyję bez śniadania. Szybko się ubrałem i po chwili już biegłem korzytarzem do sali lekcyjnej. Uff zdążyłem na ostatni moment. Po chwili zorpoczęły się zajęcia. Przez chwilę błądziłem wzrokiem po sali, aż wreszcie znalazłem Rona dwie ławki za mną. W tej sali siedzi tam? Nie zawsze siedział ze mną. Ale teraz nie chcę. Lecz uczynię, że znów będzie szczęśliwy! Przy okazji to siedział sam. Wpatrywał się w tablicę. Czyli albo nie ma jej tu, albo chcę coś wynieść z zajęć, albo ... teraz jego wzrok był utkwiony we mnie, albo wie, że czekam na podpowiedź kim jest jego wybranka. Rezygnując z obserwacji (chwilowo), z powod złego widoku (widzi kiedy się odwracam), odwróciłem się skupiając się na lekcji. Cały czas czułem na sobie wzrok Rona. Czemu się na mnie gapi? Domuślał się co robię? Raczej nie... Myśłem, że po chwili przestanie, lecz robił to do końca lekcji. Koniec. Ron szybko wyszedł z sali, a ja pobiegłem za nim. Starałem się iść tak, by mnie nie zauważył. Niestety, gdy wchodziłem po schodach, ktoś mnie popchnął i zleciałem na dół. Prawa noga wykrzywiła się pod dziwnym kątem, a ja nie mogłem powstrzymać krzyku z bólu. Ron odwrócił się i zobaczył mnie. Już myślałem, że znowu ucieknie, lecz on podbiegł do mnie. Był zmartwiony. Delikatnie mnie podniósł i zaniósł do skrzydła szpitalnego. Normalnie sprzeciwiłbym się byciu noszonym, lecz teraz ból był zbyt uporczywy, by myśleć o czym kolwiek innym. Gdy znaleźliśmy sie na miejscu, poszło szybko. Pani Pomfrey użyła jakiegoś zaklęcia i ból ustąpił oraz mogłem chodzić.
-Już lepiej?-zapytał Ron patrząc na moją nogę.
-Tak, tak, już wszystko dobrze. Dzięki-powiedziałem uśmiechając się lekko.
-Za co?-zapytal zdziwiony.
-Przyniosłeś mnie tu. Nie wiem ile czasu zajęłoby mi dotarcie na drugi koniec szkoły- odpowiedziłem spoglądając na niego.
-Nie ma zaco. Nie zostawiłbym przyjaciela samego- odpowiedział patrząc w podłogę i nabierając lekkich rumieńców.-Przepraszam.
-Przepraszasz? Za co?-zapytałem.
-Za to, że tak głupio zachowałem sie podczas naszej ostatniej rozmowy-powiedział robiąc sie coraz bardziej czerwony.-Wybaczysz mi? Nie chcę się z tobą kłucić?
-Oczywiście!- krzyknąłem bardzo szczęśliwy, podchodząc do niego i przytulając się. Odzyskałem przyjaciela! Tak się cieszę! Spojrzałem na niego i zobaczyłem, że jest bordowy na twarzy. Szybko go puściłem, myśląc, że chyba trochę go zacząłem podduszać.
-Chyba musimy wracać na lekcje?-powiedział wciąż czerwony, lekko się uśmiechając.
-Tak. Cieszysz się? Na lekcje?-zapytałem żartując.
-Cieszę się, że mi wybaczyłeś i, że mam takiego przyjaciela jak ty-powiedział uśmiechając się i patrząc tak jakby miękko na mnie?. Nie umiem dokładnie powiedzieć jaki to rodzaj, ale mogę być pewny,że miły i przyjemny. Po chwili wpatrywania się na siebie, drzwi za nami się otworzyły. Pani Poppy spojrzała na mas zaskoczona.
-Czemu nie jesteście na lekcjach?
- Już idziemy- odpowiedziałem szybko i pociągnąłem Rona w stronę sali gdzie odbywały się nasze zajęcia. Wytłumaczyliśmy się, że byliśmy w skrzydle szpitalnym i jakimś cudem uszło nam to na sucho. Nie dostaliśmy żadnej kary. Pierwsza dobra rzecz, która wydarzyła się na tej lekcji. A teraz druga. Ron usiadł ze mną. Naprawdę mi wybaczył! Przez ostatni tydzień unikał mnie, a teraz jest po staremu. No niezupełnie. Cały czas jest czerwony. O co? Niewiem ... chociaż domyślam się, że może jego miłość siedzi gdzieś w tej sali. Już chciałem się go o to zapytać, lecz w ostatniej chwili udało mi się siebie opanować. Chyba powienienem trochę poczekać. Tak będzie lepiej. W końcu poprzednia sprzeczka była o to, więc może na razie nie będę poruszać tego tematu.
Część dalsza w następnej notce
Zapraszam do komentowania i dziękuję za czytanie! :)
wtorek, 29 grudnia 2015
HarryxRon część 3 opowoadanie nr 1
-Ron-powiedziałem patrząc na niego i wyciągając w jego stronę ręke, by położyć ją na jego ramieniu. Nie udało mi się jednak tego zrobić. Gdy tylko moja ręka znalazła się pare centymetrów od ramienia Rona, on pośpiesznie cofnął się i potykając się o dywan, przez co po chwili wylądował na podłodze. Jego zachowanie było naprawdę niezrozumiałe dla mnie. Co on wyprawia? Próbuje uciec? Rozmowa ze mną nie będzie boleć! A on ... zachowuje się jakbym był niewiadomo czym. Jakby się mnie bał... Czyli muszę udowodnić mu, że jestem "dobry"? Nie on przecież o tym wie. To co robię ma mu pomóc! Spojrzałem na niego i zobaczyłem, że nadal siedzi na podłodze i wlepia we mnie swoje przestraszone(?) oczy. By go "oswoić" również ukucnąłem, będąc z nim na tym samym poziomie. Patrzy na mnie, oczekując co zrobię. Znów, tym razem na czwora zbliżam się do niego, a on szybko odsuwa się odemnie, zatrzymując się tuż przy ścianie. Chce się bardziej odsunąć, lecz ścian oraz łóżko po lewej stronie i szafa z ubraniami po prawej, i ja naprzeciw skutecznie mu to uniemożliwiają. Wygląda trochę jak przerażone zwierze w klatce. Przysunąłem się do niego jeszcze bliżej tak, że nasze twarze dzieliła odległość około połowy metra.
-Ron ... czemu ty się tak dziwnie zachowujesz?!- trochę podniosłem głos, ale po prostu nie wytrzymałem. Chcę wiedzieć co się dzieje ogólnie i co on zrobił przed chwilą. Noż ma mi wytłumaczyć czemu się mnie boi!
-H-h-harry-mówi cienkim(jak na niego) i drżącym głosem.
-No co? Boisz się mnie?! O co chodzi?!
-N-nie b-boję...
- To czemu odemnie uciekasz?
-B-boja n-niewiem ...
-Jak to niewiesz? Musi być jakiś powód?
- Nno bo się d-dziwnie zachowujesz H-harry
-Ja? Co takiego zrobiłem?
-N-no zamknąłeś d-drzwi na klucz, teraz zap-pędzasz mnie w kozi róg... co ty chcesz mi zrobić?!- pyta przerażony i czerwony na całej twarzy.
-Chcę tylko z tobą porozmawiać!
-A-a musimy w takich "warunkach"?
-Oczywiście, że nie! To ty przedemną uciekałeś i przez to znaleźliśmy się w takiej pozycji.
-A otworzysz drzwi?
-No dobra-powiedziałem podczodząc do nich i je otwierając(były nadal zamknięte, ale nie na klucz).-Tak czy otworzyć je na oścież, żebyś się nie bał?- zapytałem rozbawiony.
-Tak może być-powiedział siadając na kanapie. Podeszłem i usiadłem obok niego-tym razlem nie uciekał.
-Noo, a więc o czym chciałeś pomówić-zapytał.
-Ron, pamiętasz co mówiłem ci miesiąc temu, o Ginny, pamiętasz moje zachowanie przed tym jak ci o tym nie powiedziałem?
-T-tak- powiedział smutniejąc i znów robiąc się trochę czerwonym. Wie do czego zmierzam.
-A teraz ty się zachowujesz podobnie. Właściwie to prawie identycznie jak ja wtedy. Wiesz co mi pomogło? To że się tobie zeierzyłem. Będzie ci lżej jak również powiesz mi o swoich problemach-mówiąc to patrzyłem jak reaguje.
-T-to nie jest takie proste...-powiedział czerwieniejąc się i patrząc w bok.
- Ale będzie ci naprawdę łatwiej!
-Nie zrozumiesz ...
-Zrozumiem! No powiedz która dziewczyna ci się tak podoba! Czemu się tak wstydzisz?!
-Dziewczyna?! Tak myślałem nigdy mnie nie zrozumiesz!-powiedział a w jego oczach zaczęly pojawiać się łzy.
-Nie dziewczyna? Zakochałeś się w duchu? W Jęczącej Marcie?
-Nie! Nie jestem nienormalny ... właściwie to jestem ...-powiedział a z jego oczu zaczęły płynąć łzy.
-Ron proszę powiedz mi, jestem twoim przyjacielem ...
-Jak ci powiem to odejdziesz! Nie mógłbyś na mnie patrzeć. Nienawidziłbyś mnie bardziej o Malfoy'a!
-Co? Oczywiście, że nie! Co ty wygadujesz?! Ron... ufamy sobie
- Tak dlatego ci nic nie powiem! Zostałbym sam...-teraz już miał całą twarz pokrytą łzami.
-Ron, czy myślisz, że naprawdę to w kim się podkochujesz ma takie znaczenie do relacji między nami?!
-Zaskoczę cię, że ma!-krzyknął i szybko podniósł się z kanapy, i wybiegł trzaskając drzwiami. Nic nie rozumiem. To co Ron powiedział nie ma dla mnie żadnego sensu. Chociaż przynajmniej mam pewność, że przyczyną jego zachowania są problemy miłosne. Tylko w kim on się zakochał? Ma znaczenie na relacje pomiędzy nami ... może w Hermionie? Tylko o co chodziło z tym zaskoczeniem i żalem, gdy zapytałem w jakiej dziewczynie się zakochał. Pewnie był zły, że mówię o "jakiejś", a dla niego jest ona wyjątkowa. I jeszcze to nie zrozumiesz mnie ... niby czemu? To, że zakochał się (chyba) w Hermionie nie jest dla mnie niezrozumiałe. Jest ona przecież mądra, ambitna, ładna, miła, więc czemu miałbym go nie zrozumieć? Niewiem. Może powie mi następnym razem. Nie spocznę póki nie odkryję prawdy!
Ciąg dalszy w następnej notce
A teraz, czas na moje proźby. Proszę komentujcie. Pragnę poznać wasze opinie. To, że nie będzie pochwał za bloga -rozumiem. Ale na moim nie ma nawet hejterów ... XD. A nawet ich pragnę XD. A tak na serio to po prostu powiedzcie co sądzicie o moim blogu. Na razie jest początkujący, to również pierwszy raz blog jaki piszę. Nawet jeśli nie skomentujecie, to dziękuję za czytanie. Do zobaczenia(?)!
poniedziałek, 28 grudnia 2015
HarryxRon część 2 opowiadanie nr 1
Od czasu pewnego czasu Ron zachowywał się dziwnie. Nie wiem od kiedy dokładnie. Z pewnością ponad miesiąc. Co się z nim działo? Pytałem wiele razy a on mnie unikał. Ciągle gdzieś znikał. Jakiś tydzień temu obidziłem się w nocy i spostrzegłem, że Rona nie ma w łóżku. Czekałem, aż wróci, ale się nie doczekałem - zasnąłem. Od tego czasu, udało mi się doświadczyć jeszcze paru takich sytuacji, a dokładniej, gdy budziłem się niezależnie o której w nocy, nigdy nie zastawałem przyjaciela w łóżku. Na lekcjach był nieobecny, na przerwach zawsze musiał coś załatwić i to coś zawsze zajmowało mu cały czas pozostały do lekcji. Z kolei po lekcjach, odrabiał prace domowe i się uczył, przez co nie mógł znaleźć nawet chwili by ze mną porozmawiać. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że mimo tylu czasu poświęconego nauce, miał słabsze oceny niż wczeniej. Może poniewaź się nie wysypiał ... ale czemu właściwie nie spał. Bo chyba nie spał, nie? Nie było go w sypialni, a raczej nie chodził do jogoś innego spać? To nie miałoby sensu. Chciałem dowiedzieć się o co chodzi! Niestety nikt nie udzielił mi żadnych informacji, a sam Ron zadawał się nie widzieć żadnego problemu. Wypytywałem się go często, lecz on pozostawał nieugięty. Niestety. Przejmowałem się nim. Bardzo. Wczoraj nie zasnąłem i obserwowałem (z ukrycia) Rona. Nie robił nic nadzwyczajnego. Najpierw przez całkiem długi czas pisał coś w grubym zeszycie, a potem wyszedł na korytarz i właściwie to prawie całą noc spędził chodząc po korytarzach i jeszcze wczesnym rankiem wpisując coś do zaeszytu. Było trochę po 4, gdy położył się do łóżka i zasnął. Ja pozostałem jednak obudzony chcąc upewnić się czy teraz, napewno już nic nie zrobi. I nie zrobił. Jakieś dwie godziny później obudził się, by wykonać zwykłe porane czynności, umycie się, ubranie, spakowanie książek itp.. Wreszcie odkryłem co mój przyjaciel robi po nocach. Robi dosłownie nic. Na początku myślam, że ma dziewczynę i spotyka się z nia w nocy, rozmarzą o niej na lekcjach i uczy się by jej zaiponować, ale .... tak nie jest. A właśnie! Dziewczyna! Przecież miałem w planach, chociaż spróbować umówić się z Ginny. Właściwie to ... Ron chyba zaczął się tak niepokojąco zachowywać odkąd powiedziałem mu o tym, że podoba mi się. Miało to jakiś związek z zmianą zachowania Rona? Nie mogę być pewny, ale wydaję mi się, że może to być ze sobą powiązane. Szkoda, że niemógłby mi wyjaśnić co spowodowało jego obecne zachowanie. Chociaż może warto spróbować jeszcze raz? Teraz wpadłem na to, że mogę mu zarzócić, iż ja zaufałem mu w sprawie problemów miłosnych i porównać to, że jeśli on przyżywa coś podobnego to powinien mi powiedzieć. Tak właściwie, to dopiero teraz uświadomiłem sobie, że jego zachowanie jest podobne do mojego sprzed miesiąca. Musi mi się zwierzyć! To pomaga. Ja odkąd mu powiedziałem o Ginny czuję się o wiele lepiej. Wszystko wróciło do normy. Sypiam w nocy i nauka nie przynosi mi problemów. No może to drugie nie do końca... Okey to postanowione. Dzisiaj jak tylko zostanę z Ronem sam na sam w "bezpiecznym" miejscu porozmawiam z nim o noooo o tym "czymś". Okazja na to przytrafiła się dopiero wieczorem, gdy mięliśmy kłaść się spać. Zamknąłem pomieszczenie, w którym się znajdowaliśmy, na klucz - by na nie przeszkadzano. Gdy usłyszał przekręcanie kluczy, spojrzał w moją stronę pytające pytanie, a jego policzki zrobiły się lekko różowe. To trochę mnie zbiło z tropu, ale po chwili pomyślałem, że domyśla się co mam zamiar zaraz powiedzieć.
-Cz-czemu zamknąłeś drzwi?-zapytał lekko się jąkając.
Po tym byłem pewny, że wie do czego zmierzam.
-O-otwórz je!-powiedział podniesionym głosem.
-Nie, dobrze wiesz do czego zmierzam i nie uciekniesz mi tym razem-powiedziałem zbliżając się do niego.
-O-o-otwórz!-krzyknął.
Nie zareagowałem na jego słowa. Ucieka od tej rozmowy-rozumiem, ale ona jest niezbędna. Nie zniosę dłuższego patrzenia jak Ron męczy się z powodu jakiejś dziewczyny. Spojrzałem w jego stronę i podeszłem bliżej, a on cofał się, by pozostać jak najdalej odemnie. Teraz go nie rozumiem. On się mnie boi? Przecież rozmowa ze mną nie jest taka straszna!
-Ron-powiedziałem patrząc na niego i wyciągając w jego stronę ręke, by położyć ją na jego ramieniu.
Ciąg dalsza w następnej notce
poniedziałek, 7 grudnia 2015
Jak do tego doszło... (Kasuka x Shizou)
Pairing: Kasuka x Shizou
Anime : Durarara
Rozdział :1
Była sobota. Nie musiałem dzisiaj iść do pracy, więc dosyć długo sobie spałem. Było koło dwunastej, gdy udało mi się wygramolić z łóżka. Ubrałem się, zjadłem śniadanie i usiadłem przy stoliku, zastanawiając się czy kasuka ma dziś wolne. Już długo się z nim nie widziałem i bardzo mi tego brakowało. Zresztą ostatnio, wkurzałem się jeszcze częściej i mocniej niż kiedyś, więc spotkanie z bratem na pewno mi pomoże. Zawsze pomagało. Wyjąłem telefon i zadzwoniłem. Potem jeszcze raz ... i jeszcze raz. Nie odbierał. Zgaduję, że jest w pracy. Ahhhh współczuje mu. W sobotę harować ... Z braku zajęcia postanowiłem się przejść. Może przy odrobinie szczęścia nie wpadnę na Izayę i będę miał miły spacerek, jak i resztę dnia. Po wyjściu z domu udałem się do parku. Tam zawsze było spokojnie. Niestety nie dany był mi spokojny dzień. Już po chwili się zdenerwowałem, chociaż można powiedzieć, że bardziej przestraszyłem. Gdy siedziałem na ławeczce usłyszałem rozmowę, jakiś nastoletnich dziewczyn.
-To straszne! Mam nadzieję, że nic mu nie będzie!
- Tak bardzo lubiłam Kasuke, świetnie grał w filmach.
- Myślisz, że wyjdzie z tego cało?
- Niewiem, mam nadzieję. Nadal nie mogę się zrozumieć, jak ktoś mógł ktoś chcieć go zabić!
- Najgorsze jest to, że prawie mu się udało ...
Byłem przerażony. Nie miałem jednak zamiaru się załamywać. Muszę przecież jakoś zobaczyć, czy to co one mówiły jest prawdą. Nie bardzo wiedziałem, jak się za to zabrać. Może Celty, wie coś o tym? Już miałem do niej zadzwonić, gdy zobaczyłem na wyświetlaczu numer z szpitala. Odebrałem. Po wymienieniu paru zdań, wiedziałem, że to co mówiły dziewczyny było prawdą. Musiałem przyjechać do szpitala do Kasuki, jako ktoś z rodziny. Szpital nie znajdował się daleko, więc po prostu tam pobiegłem. Po jakiś 10 minutach byłem już na miejscu. Cały zdyszny weszłem do środka. W recepcji dowiedziałem się gdzie znajduje się Kasuka i udałem się w tamtą stronę.
Weszłem do sali i go zobaczyłem. Jego stan był ciężki, lecz nie zagrażający życiu. Był cały w siniakach i miał wiele bandarzy. Aż gotowało się we mnie, by ukarać tych co zrobili to z moim braciszkiem. Jednak nie chciałem zostawiać go samemu. Trudno zrobię to jak się obudzi. Po chwili do sali przyszedł lekarz i poprosił o opuszczenie sali. Kasuka miał mieć operację. Podobno doszło do jakiś obrażeń wewnętrznych. Chciałem sowiedzieć się więcej, lecz lekarz powiedział, że muszą zrobić operację jak najszybciej. Zobaczyłem jeszcze tylko jak Kasuka wjeżdża na blok operacyjny. Usiadłem przed salą i z niecierpliwością czekałem. Miałem nadzieję, że uratują go. Już dawno tak się czegoś nie bałem. Nigdy nie było takiej sytuacji. Gdy byłem z Kasuką w szpitalu to zazwyczaj, ja leżałem ze złamaną ręką lub inną częścią ciała, lecz nigdy on. Był tam już ponad 3 godziny. Czy cośnposzło nie po myśli lekarzy? Czy są jakieś powikłania? Nie wiedziałem. Jedyne co mogłem teraz to siedzieć tu i czekać. Czekać, aż okarze się, że Kasuka jest w dobrym, leszym stanie. Nie byłem optymistą ale ... akurat teraz wolałem myśleć w ten sposób. Ale 3 godziny to ... mam wątpliwości.... NIE! to normalny czas trwania tego typu zabiegów, napewno. I tak właśnie upłynął mi cały dzień.
Kauka był już tam prawi 6 godzin.
Dochodziła siódma wieczorem, gdy nareszcie drzwi od sali się otworzyły. Patrząc na to, że Kasuka był podpięty do kroplówki, to żył. Odczułem ulgę. Wiedziałem, że jeszcze nie najlepiej z nim, to mało powiedziane, ale już jego stan był stabilny. Lekarz powiedział mi, że jest 'dobrze'. Poszedłem do jego sali i usiadłem przy nim. Ile on musiał przeżyć ...? Na jego twarzy było widać wiele ran. Ktoś musiał go bić, chociaż wątpiłem, by była to tylko jedna osoba. Siedziałem tak z nim jeszcze parę godzin, aż w końcu zasnąłem przy jego łóżku. Na drugi dzień spostrzegłem, że już się obudził. Właściwie to on mnie obudził. Przez chwilę nie wiedziałem co się dzieje i gdzie się znajduje, lecz gdy spokrzałem na brata, od razu wszystko sobie przypomniałem.
-Jak się czujesz?
-Jest dobrze ...
Przysunąłem się do niego bliżej i delikatnie objąłem. Tak się cieszyłem, że jest już przytomny. Dobrze mieć go przy sobie.
- Boli cię coś?
Nie odpowiedział, lecz wiedziałem, że z pewnością nie wszytko jest idealnie. Gdy spojrzałem w kego oczy, tylko utwierdziłem się o tym.
- Przygniatam cię? - zapytałem, bojąc się, że potęguje jego ból. Już się podnosiłem, lecz on zatrzymał mnie. Spojrzałem na niego pytająco, lecz on tylko odwrócił wzrok. Zostaliśmy tak, póki piekęgniarka nie przyniosła śniadania dla Kasuki, przez co byłem zmuszony się wyprostować, inaczej jedzenie śniadania byłoby dla niego nieco kłopotliwe. Patrzyłem jak z trudem przełyka jedzenie. Miał lekko pordrżnięte gardło. Nie na tyle by nie mógł jeść lub mówić, ale wystarczająco by uczucie przełykania było nieprzyjemne i bolesne. I wtedy sobie przypomniałem ... jeszcze nie wiem kto mu to zrobił. Nie byłem pewny czy to odpowiedni moment, by zadać mu to pytanie, jednak zaryzykowałem.
-Kto ci to zrobił?
-Ochroniarze, byli wściekli, że muszą pracować nawet w weekendy i ...
Wytłumaczył mi jak to się stało (mniej więcej). Wiedziałem, że mimo, iż teraz mówił to bez okazywania emocji, wiedziałem, że bardzo dużo przeżywał. Zawsze znałem jego odczucia mimo, iż nigdy ich nie okazywał. Może to jakaś magiczna nić łącząca nas, ponieważ jesteśmy braćmi? Nie wiem. Dla mnie najważniejsze było to, że wiedziałem co czuje.
Po paru dniach lekarz zezwolił mu na powrót do domu oraz nakazał, by się nie przemęczał i najlepiej przez najbliższy miesiąc nie chodził do pracy, a tak właściwie to nie ruszał się z domu. Gdy wyszliśmy z szpitala, przypomnieliśmy sobie, że nikt nie podjedzie po niego samochodem - ochroniarz, który prowadził auto uczestniczył w pobiciu Kasuki. Brak ochrony oznaczał również kłopoty. Jacyś fani mogli chcieć mu coś zrobić.
-Shizou, odprowadzisz mnie?- zapytał spoglądając na mnie. W jego oczach widać było nadzieję.
-Oczywiście- odpowiedziałem, uśmiechając się łagodnie.
Ruszyliśmy w stronę apartamentu Kasuki.
sobota, 5 grudnia 2015
HarryxRon część 1 opowiadanie nr 1
Pairing: Harry x Ron
Książka: Harry Potter
Harry leżał na łóżku i rozmyślał. Jego myśli krążyły wokół jego najlepszego przyjaciela- Rona Weasley'a. Podobała mu się Ginny, lecz Ron wszystko utrudniał. Harry bał się, jak by on rareagował na to. Zawsze złościł się, gdy widział ją z jakimś chłopakiem, a co by zrobił, gdyby się dowiedział, że jej następnym wybrankiem jest Harry? Pewnie uznałby to za zdradę i już nigdy nie wybaczył. A on tego nie chciał. Bardzo lubił Rona i nigdy nie chciałby się on z nim kłócić. Bałby się, że ich przyjaźń by się rozpadła. Nie mógł tak ryzykować. I pozostawało jeszcze to, że mógł być odrzucony przez Ginny, czyli właściwie to straciłby wszystko. Czyli najprościej jej tego nie mówić. Po chwili Harry usłyszał rozsuwające się kurtyny od jego łóżka. Po chwili zobaczył Rona, który wskoczył na jego łóżko, przez co całe się zatrzęsło, od nie małej wagi Rona.
-Hej Harry! O czym tak myślisz?
-Ehhh zastanawiam się co Snape postawi za moją pracę domową- wymyślił szybko.
- No nie! Proszę tylko nie zaczynaj mówić o pracy domowej! Hermiona gadała mi o tym cały wieczór, a teraz jeszcze ty?-zapytał z niezadowoleniem.
-Po prostu boję się co mi zrobi jak dostanę kolejną pałe...- odpowiedział Harry.
-Taaa, nie radziłbym ci o tym myśleć przed snem- powiedział.- Jeszcze będziesz miał koszmary!
Uśmiechnąłem się lekko. A więc mi uwierzył? Najwyraźniej tak... jest dobrze. Chociaż w sumie to czemu miałby się domyśleć o czym tak naprawdę myślałem. Okazałem kiedykolwiek w jakikolwiek sposób, że Ginny mi się podoba? Chyba nie.
-Harry?
Odwróciłem się w stronę głosu. Ron siedział tu cały czas. Po chwili otrząsnąłem się z chwilowego szoku i spojrzałem na niego pytająco.
-Wiesz, że ostatnio jesteś cały czas jakiś, taki nieobecny?-powiedział.
-Co? Nie wydaję ci się.
-Ciągle bujasz w obłokach, zwłaszcza na lekcjach.
-Zawsze tak robiłem...
-Nieprawda teraz o wiele częściej- powiedział wpatrując się w moją twarz.
-Naprawdę ci się zdaje- powiedział.
- Nie tylko ja to zauważyłem- powiedział stanowczo Ron.
-Hmm?
-Hermiona, Fred, George, Neville i zapewne wiele innych osób też to zauważyło.
Więc naprawde tak często mu się to zdarzało? Trochę słabo...
-Harry? Czy ... coś się stało? Co się z tobą dzieje?- zapytał z dziwną, aczkolwiek prawdziwą troską.-Martwię się o ciebie.
Co ja mam mu powiedzieć? Skłamać? Przecież prawdziwy powód jest idiotyczny. On się martwi a ja po prostu całymi dniami marzę o jego siostrze. Pięknie co ja teraz zrobię?
-Harry, proszę powiedz mi- powiedział chwytając dłon Harry'ego.
- To nic ważnego- odpowiedziałem szczerze.
- Chcę wiedzieć.
- Ale to naprawdę nic wielkiego-powiedziałem.
-Dużo o tym myślisz, więc to jest coś ważnego.Harry dotrzymam tajemnicy. Naprawdę możesz mi zaufać. Ja ufam tobie a ty mi- powiedział mocniej ściskając moją dłoń.
No i co mi pozostało? Będę musiał mu powiedzieć. Nie mogę mu przecież skałamać. On nigdy mnie nie okłamał. Może nie będzie aż tak zły.
- No, a więc ja no ehh-nie wiedziałem co powiedzieć. Zarumieniłem się xo raczej nie polepszyło sprawy.
-Tak?-zapytał przysuwając się bliżej mnie.
-Bo ja emm no lllubię- powiedziałem zaczinąjąc się i robiąc się jeszcze bardziej czerwonym. Spojrzałem w jego stronę i spostrzegłem, źe on również się rumieni. Tylko dla czego? Przecież to nie on mu się teraz wzierzał z takich rzeczy...
-Ginny-powiedziałem w końcu.
Spojrzałem na niego, mając nadzieję,że nie zobaczę wściekłości. Nie zobaczyłem jej. Na jego twarzy malował się smutek? Zawiedzenie? Nie wiem dokładnie, ale byłem pzrynajmniej szczęśliwy, że nie jest na mnie zły.
-Acha. Niewiedziałem-powiedział pzrenosząc wzrok ze mnie na ścianę obok i puszczając moją dłoń.
-Jesteś na mnie zły?
-Co? Nie tyko po prostu myślałem, że- nagle urwał w połowie zdania.
-Tak?-zapytałem.
-Właściwie to nic- powiedział dalej wpatrując się w ścianę.
Czułem się dosyć niezręcznie. Po chwili jednak spostrzegłem, że Ron lekko się uśmiecha.
-Wiesz, cieszę się, że to nic groźnego- powiedział po chwili.
-Hmm? Oh tak, dzięki-powiedziałem.
Po wymienieniu ze sobą jeszcze paru zdań Ron poszedł się położyć do swojego łóżka obok. Odetchnąłem z ulgą. Nie jest źle ... tylko czemu nie mógł się pozbyć wrażenia, że coś jest nie tak? Ron podczas końcówki ich rozmawy wydawał sie jakby, sztuczny? Nie wiedział kolejnej rzeczy. Nie mógł sobie wyrzucić z głowy obrazu jaki przedstawiał Ron po chwili, gdy powiedziałem mu, że lubię Ginny. Im dłużej się nad tym zastanawiałem, tym bardziej miałem pewność, że był tym zawiedziony i smutny. Tylko czego on oczekiwał? To jak narazie pozostanie dla niego zagadką.