Pairing: Kasuka x Shizou
Anime : Durarara
Rozdział :1
Była sobota. Nie musiałem dzisiaj iść do pracy, więc dosyć długo sobie spałem. Było koło dwunastej, gdy udało mi się wygramolić z łóżka. Ubrałem się, zjadłem śniadanie i usiadłem przy stoliku, zastanawiając się czy kasuka ma dziś wolne. Już długo się z nim nie widziałem i bardzo mi tego brakowało. Zresztą ostatnio, wkurzałem się jeszcze częściej i mocniej niż kiedyś, więc spotkanie z bratem na pewno mi pomoże. Zawsze pomagało. Wyjąłem telefon i zadzwoniłem. Potem jeszcze raz ... i jeszcze raz. Nie odbierał. Zgaduję, że jest w pracy. Ahhhh współczuje mu. W sobotę harować ... Z braku zajęcia postanowiłem się przejść. Może przy odrobinie szczęścia nie wpadnę na Izayę i będę miał miły spacerek, jak i resztę dnia. Po wyjściu z domu udałem się do parku. Tam zawsze było spokojnie. Niestety nie dany był mi spokojny dzień. Już po chwili się zdenerwowałem, chociaż można powiedzieć, że bardziej przestraszyłem. Gdy siedziałem na ławeczce usłyszałem rozmowę, jakiś nastoletnich dziewczyn.
-To straszne! Mam nadzieję, że nic mu nie będzie!
- Tak bardzo lubiłam Kasuke, świetnie grał w filmach.
- Myślisz, że wyjdzie z tego cało?
- Niewiem, mam nadzieję. Nadal nie mogę się zrozumieć, jak ktoś mógł ktoś chcieć go zabić!
- Najgorsze jest to, że prawie mu się udało ...
Byłem przerażony. Nie miałem jednak zamiaru się załamywać. Muszę przecież jakoś zobaczyć, czy to co one mówiły jest prawdą. Nie bardzo wiedziałem, jak się za to zabrać. Może Celty, wie coś o tym? Już miałem do niej zadzwonić, gdy zobaczyłem na wyświetlaczu numer z szpitala. Odebrałem. Po wymienieniu paru zdań, wiedziałem, że to co mówiły dziewczyny było prawdą. Musiałem przyjechać do szpitala do Kasuki, jako ktoś z rodziny. Szpital nie znajdował się daleko, więc po prostu tam pobiegłem. Po jakiś 10 minutach byłem już na miejscu. Cały zdyszny weszłem do środka. W recepcji dowiedziałem się gdzie znajduje się Kasuka i udałem się w tamtą stronę.
Weszłem do sali i go zobaczyłem. Jego stan był ciężki, lecz nie zagrażający życiu. Był cały w siniakach i miał wiele bandarzy. Aż gotowało się we mnie, by ukarać tych co zrobili to z moim braciszkiem. Jednak nie chciałem zostawiać go samemu. Trudno zrobię to jak się obudzi. Po chwili do sali przyszedł lekarz i poprosił o opuszczenie sali. Kasuka miał mieć operację. Podobno doszło do jakiś obrażeń wewnętrznych. Chciałem sowiedzieć się więcej, lecz lekarz powiedział, że muszą zrobić operację jak najszybciej. Zobaczyłem jeszcze tylko jak Kasuka wjeżdża na blok operacyjny. Usiadłem przed salą i z niecierpliwością czekałem. Miałem nadzieję, że uratują go. Już dawno tak się czegoś nie bałem. Nigdy nie było takiej sytuacji. Gdy byłem z Kasuką w szpitalu to zazwyczaj, ja leżałem ze złamaną ręką lub inną częścią ciała, lecz nigdy on. Był tam już ponad 3 godziny. Czy cośnposzło nie po myśli lekarzy? Czy są jakieś powikłania? Nie wiedziałem. Jedyne co mogłem teraz to siedzieć tu i czekać. Czekać, aż okarze się, że Kasuka jest w dobrym, leszym stanie. Nie byłem optymistą ale ... akurat teraz wolałem myśleć w ten sposób. Ale 3 godziny to ... mam wątpliwości.... NIE! to normalny czas trwania tego typu zabiegów, napewno. I tak właśnie upłynął mi cały dzień.
Kauka był już tam prawi 6 godzin.
Dochodziła siódma wieczorem, gdy nareszcie drzwi od sali się otworzyły. Patrząc na to, że Kasuka był podpięty do kroplówki, to żył. Odczułem ulgę. Wiedziałem, że jeszcze nie najlepiej z nim, to mało powiedziane, ale już jego stan był stabilny. Lekarz powiedział mi, że jest 'dobrze'. Poszedłem do jego sali i usiadłem przy nim. Ile on musiał przeżyć ...? Na jego twarzy było widać wiele ran. Ktoś musiał go bić, chociaż wątpiłem, by była to tylko jedna osoba. Siedziałem tak z nim jeszcze parę godzin, aż w końcu zasnąłem przy jego łóżku. Na drugi dzień spostrzegłem, że już się obudził. Właściwie to on mnie obudził. Przez chwilę nie wiedziałem co się dzieje i gdzie się znajduje, lecz gdy spokrzałem na brata, od razu wszystko sobie przypomniałem.
-Jak się czujesz?
-Jest dobrze ...
Przysunąłem się do niego bliżej i delikatnie objąłem. Tak się cieszyłem, że jest już przytomny. Dobrze mieć go przy sobie.
- Boli cię coś?
Nie odpowiedział, lecz wiedziałem, że z pewnością nie wszytko jest idealnie. Gdy spojrzałem w kego oczy, tylko utwierdziłem się o tym.
- Przygniatam cię? - zapytałem, bojąc się, że potęguje jego ból. Już się podnosiłem, lecz on zatrzymał mnie. Spojrzałem na niego pytająco, lecz on tylko odwrócił wzrok. Zostaliśmy tak, póki piekęgniarka nie przyniosła śniadania dla Kasuki, przez co byłem zmuszony się wyprostować, inaczej jedzenie śniadania byłoby dla niego nieco kłopotliwe. Patrzyłem jak z trudem przełyka jedzenie. Miał lekko pordrżnięte gardło. Nie na tyle by nie mógł jeść lub mówić, ale wystarczająco by uczucie przełykania było nieprzyjemne i bolesne. I wtedy sobie przypomniałem ... jeszcze nie wiem kto mu to zrobił. Nie byłem pewny czy to odpowiedni moment, by zadać mu to pytanie, jednak zaryzykowałem.
-Kto ci to zrobił?
-Ochroniarze, byli wściekli, że muszą pracować nawet w weekendy i ...
Wytłumaczył mi jak to się stało (mniej więcej). Wiedziałem, że mimo, iż teraz mówił to bez okazywania emocji, wiedziałem, że bardzo dużo przeżywał. Zawsze znałem jego odczucia mimo, iż nigdy ich nie okazywał. Może to jakaś magiczna nić łącząca nas, ponieważ jesteśmy braćmi? Nie wiem. Dla mnie najważniejsze było to, że wiedziałem co czuje.
Po paru dniach lekarz zezwolił mu na powrót do domu oraz nakazał, by się nie przemęczał i najlepiej przez najbliższy miesiąc nie chodził do pracy, a tak właściwie to nie ruszał się z domu. Gdy wyszliśmy z szpitala, przypomnieliśmy sobie, że nikt nie podjedzie po niego samochodem - ochroniarz, który prowadził auto uczestniczył w pobiciu Kasuki. Brak ochrony oznaczał również kłopoty. Jacyś fani mogli chcieć mu coś zrobić.
-Shizou, odprowadzisz mnie?- zapytał spoglądając na mnie. W jego oczach widać było nadzieję.
-Oczywiście- odpowiedziałem, uśmiechając się łagodnie.
Ruszyliśmy w stronę apartamentu Kasuki.
poniedziałek, 7 grudnia 2015
Jak do tego doszło... (Kasuka x Shizou)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz